NIE TYLKO MAKOWA PANIENKA

To już druga odsłona makowego mydła i śmiem nieskromnie twierdzić, że chyba lepsza od poprzedniej. Osądzać będziecie Państwo. Nie tylko dlatego, że skład powiększył się o olej palmowy, o którym zaraz, ale też dlatego, że kolejny krok to utworzenia mydlarni z prawdziwego zdarzenia został poczyniony. Tutaj, na blogu oficjalnie mówię o tym dopiero teraz bo dlaczego mam ukrywać fakt, że wraz z nowym rokiem przychodzą też pozytywne zmiany. Nie ukrywam, że przedsięwzięcie założenia pracowni mydlarskiej to ogromne wyzwanie, ale od dłuższego czasu jest to moim marzeniem. Mam 26 lat i marzyłam już o wielu rzeczach…o lalkach, nowym rowerze, podróży do Nowej Zelandii, ukończeniu studiów, wyprowadzeniu się na wieś i założeniu rodziny. Większość z tych marzeń się ziściła- bo w większości pomogli inni, z uporem, zmęczeniem i determinacją, ale pomogli. Ale teraz to inna sprawa- wiem, że prawie wszystko zależy ode mnie. Mówię prawie bo znów mam obok siebie ludzi, na których mogę polegać. A robimy to nie tylko dla siebie, ale też dla Was- tych, którzy lubią moje mydła, tych, którzy cenią sobie własne zdrowie i chcą wpłynąć na nie używając naturalnych wyrobów i w końcu tych, co być może jeszcze o tym nie wiedzą, nie byli tutaj, nie używali, nie zdają sobie jeszcze sprawy jak ważna jest zgoda z matką naturą. I dlatego, mieszkając na niewielkiej wsi Beskidu Niskiego, w czystym terenie, otoczona lasami i łąkami usłanymi z ziół chcę dać drugiemu szczere, niewymuszone, dobrej jakości mydło…Bo umiem go robić. Bo obok wytwarzają prawdziwy miód, ci którzy też potrafią się nim zająć, bo jeszcze obok wykonuje się prawdziwe dzieła sztuki w postaci ceramicznych mis i aniołów z masy solnej, które wiszą na naszych ścianach chroniąc te domy… Bo w końcu jesteśmy wszyscy przepełnieni Zachodem- wspaniałymi ciuchami wprost z chińskich fabryk z dziesięciokrotnie przebitą ceną, rakotwórczymi kremami na dzień i na noc i na przed i-popołudniu, połową tego świństwa, które trzymamy w lodówce i kładziemy na talerzach bo nie chce nam się upiec chleba, który zajmuje nam 15 minut…Dlatego. Wbrew wydźwiękowi tych słów nie ma we mnie złości. Jest jedynie niepokój o to, co się stanie kiedy większość z nas przestanie dbać o tą swoją złotą niteczkę, która trzyma nas przy życiu. Jest we mnie coraz większy zachwyt tym, co jeszcze jest na naszych polach i w lasach, i co natura tak hojnie jeszcze nam daje. I choćbym chciała robić więcej niż robię- to dla Was będę robiła mydło. A dla dzieci, których jeszcze nie mam wszystko inne…

DSC_0102

A skoro już mowa o mydle i oleju palmowym to też chciałam słów kilka. Wyjaśnienia słów kilka. Olej palmowy ostatnio nie cieszy się dobra passą z powodów niezależnych od zwykłego szarego człowieka, a od wielkich koncernów i potentatów majątków paliwowych. Kraje Trzeciego Świata wycinają lasy by w ich miejsce sadzić palmy oleiste i w ten sposób zarabiać na siebie sprzedając olej palmowy do produkcji biopaliwa- właśnie ubytek lasów tropikalnych jest zagrożeniem, które rozprzestrzenia się w niekontrolowany sposób, choć władze Europy próbują z tym walczyć. Ponadto olej ten jest często poddawany rafinacji co wpływa znacząco na jego jakość, zwłaszcza jeżeli jest on używany w przemyśle spożywczym. Pozbawiony jest wtedy bowiem wszystkich witamin i składników odżywczych. Osobiście uważam, że właśnie takiej formy oleju należy unikać nie zwiększając na niego popytu. Co innego olej nierafinowany posiadający certyfikaty i produkowany ze źródeł odnawialnych z dbałością o ludzi i środowisko. Ten otrzymywany jest z miąższu palmy oleistej a nie nasion i naprawdę jest bardzo bogatym źródłem nie tylko dla naszej skóry, ale i organizmu wewnątrz. Mając na uwadze jego właściwości mam czyste sumienie. Olej palmowy bowiem to bogactwo witamin A i E, koenzym Q10, betakaroten i antyoksydanty wpływające na stan naszej skóry i jej przydatków. Witamina E wspaniale neutralizuje wolne rodniki, opóźnia procesy starzenia się i odżywia skórę, witamina A odbudowuje zniszczony naskórek, a koenzym Q10 chroni błony komórkowe przed wolnymi rodnikami i pozwala zachować gładszą skórę opóźniając pojawienie się zmarszczek.

DSC_0001

Taka oto krótka historia oleju palmowego…Mam nadzieję, że ci z Was, którzy znają tylko medialną nagonkę na ten produkt być może spojrzą na niego w nieco łagodniejszy sposób.Ale to pozostawiam już każdemu z Państwa.

Oprócz tego niezastąpiony olej kokosowy, oliwa z oliwek, cudowny olej lniany z pobliskiej wsi od zaprzyjaźnionego Tłoczącego 🙂 i ole rycynowy, który jako jedyny posiada identyczne pH jak sebum naszej skóry. Chyba powtórzę się, że jest to kolejny mój faworyt, ale chyba stało się to też pewnego rodzaju regułą, że faworyci lądują w moich mydłach 🙂

Kolory- niezawodna kolorówka. Zapachy ( mięta i lawenda) – niezawodna ETJA

 

Świętujcie jeszcze dziś gdziekolwiek jesteście, z kimkolwiek przebywacie, jakkolwiek świat dziś dla Was wygląda 🙂

DSC_0103

DSC_0110

DSC_0105

2 komentarze dla “NIE TYLKO MAKOWA PANIENKA

  1. Łukasz napisał/a:

    No właśnie, dzięki za wspomnienie o oleju palmowym. Skoro o nim mowa: czy w ogóle istnieje olej palmowy z „ekologicznych” źródeł? Czy można go znaleźć na rynku, czy może już całość pochodzi z plantacji w krajach równikowych?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *